<%@LANGUAGE="JAVASCRIPT" CODEPAGE="65001"%> Untitled Document

 

 

 

Home

O Nas

Autorzy

Wiersze

Forum

Kontakt

 
Kocham meksykańskie seriale

 

Mury mury dookola
Gdzies gleboko w ciemnym borze
Dusza pomocy z trwogi wola
Bo reszte zycia mam spedzic w klasztorze

Bialej sukni dac nie chcieli
A na glowe z kwiatow wienca
Lecz w ponurej malej celi
Jestem zona oblubienca

Droga matko siostro bracie
Wasza siostra w nowicjacie
Posluchawszy glosu Pana
Jej droga zycia jest juz wybrana

Chce zglebic zycia tajemnice
I przeobrazic sie w zakonnice
Bez bialej sukni i z kwiatow wienca
Chce zycie poswiecic dla oblubienca
Droga umartwien i pokuty
Chce byc jak Matka Teresa z Kalkuty

Kochalam ciebie moj drogi Edwardzie
Kochalem ciebie jak moglam najbardziej
Choc w oczach twej matki wciaz byla pogarda
Zycie bym oddala dla swego Edwarda
A ona w swej nienawisci transie
Nie mogla zapomniec o mezaliansie

Dla mnie porzuciles bogactwo i wladze
Mowiles mi : " to milosc ja nic nie poradze "
Nigdy nie zapomne zycia przy twym boku
Choc zycie w klasztorze mija rok po roku

Pisze ono jednak rozne scenariusze
Tlumaczyc dzis tego juz chyba nie musze
Rozlaczyl on bliskie sobie serca oba
Bo mego Edwarda zabrala choroba

W sercu mym jednak mieszka
Straszna tajemnica
Tuz przed twoim odejsciem
Wewnatrz mnie macica
Stala sie malym mieszkaniem
Twojego dziedzica

Chcialam mu oszczedzic palcem wytykania
Ludzkich drwiacych spojrzen smiechu ublizania
Choc wiek dwudziesty minal
To wciaz to nie zarty
Za takimi dziecmi wolaja bekarty

Na drugim koncu Polski pod lasem mala chatka
W tej chatce mieszka moja kochana chrzestna matka
Rzekla ja ci pomoge choc jestem stara i chora
Zostaw te mala nieboge a ty wstap do klasztora
W raczce tej malej dzieciny
Z twych wlosow blekitna kokarda
W przyszlosci po niej rozpoznasz
Ze synem jest twego Edwarda
I rzekla jeszcze ten plan jest nieprosty
Musisz za soba popalic mosty
Rozpuszcze wiesci ze jestes w grobie
A to niemowle zostawie sobie

Trzydziesci lat minelo bez mala
Ma dusza nieraz z tesknoty ryczala
Dla swiata jednak nie istnialam
Gdyz plan powziety realizowalam

Zycie powoli plynie w zakonie
Siostry sie modla pracuja jak konie
I tylko pamiec w chwilach slabosci
Podsuwa obrazy dawnej namietnosci

Czy slyszalas siostro Mario???
Dzis sie proboszczowi zmarlo
Juz zem z ciekawosci chora
Kogo dadza do klasztora???
Ach ta smierc ta wstretna jedza
Znowu nam zabrala ksiedze

Na godzinkach wczesnie z rana
Moja dusza skolatana
Zobaczylam GO proboszcza
O urodzie Waldka Goszcza
Smukle cialo pod sutanna
Spiewal z dykcja nienaganna
Jego oczy i ksztalt nosa
Ruchy oraz wyglad caly
Przypominal mi herosa
Oczy me znieruchomialy
Na mszy spiewal glosem barda
W jego dloniach jest kokarda
Boze.... toz to syn Edwarda

Witam ksiedza w mej wspolnocie
Jakie lubi ksiadz lakocie
Skad pochodzisz drogi pasterzu???
Jakie przysmaki chcesz miec na talerzu???
Czy rodzice ksiedza zywi???
Ludzie pewno to szczesliwi

Matka zmarla przy porodzie
Ojciec rowniez gdzies na wschodzie
Babcia mnie wychowywala
Lecz do swiecen nie dotrwala
Choc w jej domu byla nedza
Wyksztalcila mnie na ksiedza
Gdy ze swiata odchodzila
Slabym glosem mi mowila:
" Miej dla zlego zawsze wzgarde
Tu po matce masz kokarde
Jestes owocem wielkiej milosci...... "
I...... odeszla do wiecznosci

Czy wyznac mu mego zycia sekrety???
A jak dozna szoku??? co bedzie o rety!!!
Zycie bym oddala za ksiedza Ryszarda
Owoc mojej milosci i mego Edwarda!!!

Karlos999

Zły dzień

 

Okropnie dzień się dłuży – jest smutny i trudny
nie chce się szybciej zakończyć; obłudny.
Obiecywał mi wczoraj jak szybko przeminie,
bez bólu od myślenia przy wytrawnym winie…

Mały łyk…bitwa w głowie, tak jak pod Grunwaldem
Nadejdź końcu dnia, proszę. Inaczej nie zasnę.
Nie umiem nie pamiętać, myśli uśpić wcześniej,
miotam się po domu, jak w tragedii kiepskiej.

Spoglądam na ulicę, gdzie ludzie wciąż biegną
„Skąd oni pomysły na życie swe czerpią?”.
Winnych kropel parę spijam, dzień mnie zmęczył
jeszcze się nie skończył, a obiecał. Dręczy…

Z kąta do kątą z kieliszkiem niepewnie wędruję
Orfeo nie pociąga, niedobrze się czuję
Wina jakby mniej…wciąż czekam chwili tej stęskniona,
zwleka… nie nadchodzi wcale, upragniona.

Znów za szybę spoglądam – już później… mniej tłoczno,
a ludzie wciąż chodzą. Lecz dokąd ? Tak mroczno…
Echh życie… Gdzie me miejsce na zakrętach Twoich?
Odpowiedzi nie dajesz, tylko łzami poisz

Nadal ciebie nie ma… głowa już mi ciąży,
Dlaczego tak się znęcasz? Czemu się nie kończysz?
Tak nie mogę dłużej! Już dosyć! Wystarczy!
Chyba Ciebie zabiję… jeśli sił mi starczy

I ostatkiem ich wezmę kieliszek kochanka
wypiję whisky jego, potem jeszcze grzańca
brandy opróżnię również, już bez coca - coli
I taki będzie koniec, tego co tak boli.

Blyth, 5-XI-2007

Skrzyp

Samobójca

 

Jestem nikim w duszy mej nielad
Okrutne zamieszanie
Niestety nie wiem co w przyszlosci sie stanie
Lecz wiem zamiar powzialem okropny
Kupilem w GEESIE sznur ..... konopny

Wybaczcie mi ziemscy bogowie
Lekarze psychiatrzy i psychologowie
Nie ja juz sie nie poskladam
Ja sam ze soba gadam

Sznur jest wciaz przy mnie
Czeka tylko na znak
Mysli : drzewo albo hak
Po nocach sie blakam jak szczur
Ze mna moj przyjaciel sznur

Tak tak ja wiem ze to nielatwe
Zostawic zone i liczna dziatwe
Ojca i meza czyn ten niegodny
Lecz jam owego czynu wciaz glodny

Wieczorem staja na glowie wlosy
Z zewszad dochodza piekielne glosy
" SMIALO " : to nic nie boli boli boli
Wstap na taboret powoli powoli powoli

Gdym kleczal noca kolo pomnika
Nagle ktos reki mojej dotyka
" Cos z pod kontroli ci sie wymyka???? "
Przyjmij wiec pomoc od spowiednika

Moj drogi ojcze chora ma glowa
Niedoszle w domu sieroty , wdowa
Jam rezyserem jest wlasnej smierci
Od ktorej jestem godziny dwie cwierci

Moj drogi synu to jest rzecz znana
Smierc jest nam wszystkim przeciez pisana
Lecz nie dla ciebie o niej decyzja
Nie sluchac JEGO to hipokryzja

By byc szczesliwym trzeba wytrwale
Dom swego szczescia stawiac na skale
Diabla twoj smutek wcale nie wzrusza
Dla niego wazna jest twoja dusza
Moja nauka tez cie nie zmusza
Lecz czas bys zaczal sluchac Jezusa

Chcesz smierc zobaczyc????
Wola twa taka????
Tu niedaleko jest oddzial raka
Leza tam ludzie tacy jak ty
W ich oczach rozpacz w ich oczach lzy
Chcieliby wielkie miliony placic
By zyskac to co ty chciales stracic
Mozesz wiec z nimi po nocach wyc:
" Boze tak bardzo pragne zyc!!!! "

O milosierdzie boze nie blagaj
Zakasz rekawy i pomagaj
Szklanka wody chleba kes
Oto dla nich zycia sens

A w dniu sadu wyrok padnie
I uslyszysz go dosadnie
Wybaczamy!!!! rzeknie TROJCA
Idz Kowalski samobojca

Nie wszystkich jednak szczescie spotyka
Nie spotkal biedny Jozek spowiednika
Rano pod murem ciemny kopia grob
Z boku ze sznurem zimny lezy trup

Karlos999

Muzyk

 

Kocham muzyke na SKRZYPcach
Z pomoca dlugiego smyka
Jestem muzyk syn ojca
Rowniez dobrego muzyka

Nutami rozkoszy napelniam
Zmysly twojego ciala
Za kazdym razem sie spelniam
Dzieki ci za to i chwala

" To bylo loze w kolorze czerwonym "
Slysze w radiu slynny song
Jestem nim ciagle urzeczony
Jest jakby o mnie a ja jestem strong

Zycie zycie ciagle mono
Na koncertach tylko z zona
W glebi duszy jam Romeo
Czas na koncert lecz stereo

Sypialnia moja koncertowa sala
Bywaja na niej i Ewa i Ala
SKRZYP SKRZYP
Na sali czeste dzwieki
SKRZYP SKRZYP
Rozkoszy glosne jeki

Przyjaciolka stara moja
Bardzo atrakcyjna wdowka
Powiedziala jestem twoja
I dla ciebie ma altowka

Bedzie temu z dwie niedziele
Jak poznalem ja Aniele
Ona rzekla moj aniele
Mam dla ciebie wiolonczele

Raz o wieczorowej porze
Gdy jechalem na traktorze
Hen pod ciemnym starym lasem
Stala pani z kontrabasem
Rzekla do mnie: traktorzysto!!!!!
Czy masz w schowku zwykla czysta ????
W tym wieczornym milym czasie
Sprobuj gry na kontrabasie

Coraz czesciej to sie zdarza
Chyba pojde do lekarza
SKRZYP SKRZYP
Cos w moich ledzwiach chrupie
SKRZYP SKRZYP
Moj biedny kregoslupie

Graj wiec moj piekny cyganie
Tak dlugo jak bedziesz mogl
Nim blady za oknem swit wstanie
Badz gosciem w delcie mych nog

Karlos999

Gość

 

Nieproszona
Przychodzi z wizytą, z szyderczym uśmiechem
Nie przynosi kwiatów, nie oddaje skłonu,
Wchodzi w swych buciorach, z nieswieżym oddechem
Zatruwając aurę gościnnego domu
Nigdy się nie smieje, nawet po kryjomu
Wzroku nie przyciąga, niczym nie urzeka
Stoi sobie z boku i cierpliwie czeka
Powietrze zatruwa, odbiera optymizm
I przekłuwa na wylot oczami szklanymi
Wybrańca, któremu raczej ni odpuści

On, nie rozumiejąc sytuacji powagi
Nie dostrzega gościa, za to czuje się słabiej
Traci radość życia
Chęć do jedzenia, palenia i picia
Czuje na swej szyi jej kościste łapska
W gardle coś go ściska, a serce znienacka
Posłuszeństwa odmawia
Widzi jak kościotrup mu w oczy zagląda,
Boi się z nim iść, bo nie chce tak wyglądać


IX.1996

Skrzyp

- - -

 

Słodkie, soczyste, dojrzałe i krwiste
latem pachnące na kwiecistej łące
Leżą, dojrzewają, na usta czekają
nabrzmiałe, błyszczące, bezwstydnie kuszące

Grzecznie ułożone, winem pokropione,
Rozgrzane, rumiane, pieprznie przyprawiane
Jędrne, apetyczne, ponętne, mięsiste
Winne, balsamiczne, tak aromatyczne

Nęcące zapachem, nierozkwitłym kwiatem
Opalone słońcem, z czasem… lekko drżące
Czule dotykane, masowane, ssane
wypieszczone, Twoje, ud krągłości dwoje…

Skrzyp

- - -

 

Boże! Nieczęsto wznoszę ku Tobie swe oczy
Zbyt krótko rozmawiam przed zaśnięciem w nocy
Zbyt rzadko dziękuję, choć wiem, że mam za co
Przepraszam dziś szczerze, żem takie ladaco

Obawiam się prosić, znowu o to samo
Prosić jedynie, nie dziękując w rano
Zapominam o Tobie, zbyt często, zbyt łatwo
Przepraszam. Poprawę obiecam, po prostu, ot tak to

Powinnam dziękować przez lat sto bez mała
W przeprosinach epokami klęczeć na kolanach
Kochać i ufać, bardziej z każdym dniem kolejnym
Wierzyć w nieskończoność, o Przemiłosierny

Nie śmiem prosić, nieśmiało wspominać o chęci
Abyś, o Boże, miał mnie w swej pamięci
Byś rozważyć raczył, coś co w sercu noszę
Wiesz Panie o czym myślę, więc mówię, że proszę

Skrzyp

- - -

 

Tak bardzo moje ciało,
zarówno w noc, jak i w dzień,
Marzy sobie nieśmiało:
„Pocałuj i pragnąć chciej”

Nad ranem, kiedy się zbudzisz,
Byś wiedział, że ono jest już
Stęsknione zatańczenia
W takt Twych wilgotnych ust.

Rozmarzone bezwstydnie
Zapląsać zechce nie raz,
By unieść się na skrzydle
I opaść w siną dal

Spragnione nieustannie
Dotyku dłoni Twych
O których wciąż błagalnie
Marzy ono i śni.

Więc kiedy już zawitasz
W pobliże mnie ciekawy
Zwyczajnie już nie pytaj,
czy nie chcę może kawy.

Przytul się bez słowa
Bezszelestnie ukołysz
Jak piękna taka mowa,
Gdy jesteś ciałem moim

Trwaj tak najdłużej w symfonii
Do chwili kiedy dniem
Ciemności czas przegoni
Razem z słodyczy snem

Zostań jeszcze na chwilę
Niech nie żegnam jej sama
Lewitują niech mile
Dwa spragnione ciała

Skrzyp

Dłonią jedną

 

Dłonią jedną doprowadzasz do rozkoszy
i do łez
Dłonią jedną mi podajesz kwiaty piękne
czasem cierń
Dłonią jedną zaprowadzisz do bram nieba
Piekieł wrót
Dłonią jedną włosy gładzisz dzisiaj moje
Jutro jej
Dłonią jedną rozpoznajesz gdy się budzę
I gdy śpię
Dłonią jedną rozpoznajesz czy cię pragnę
czy też nie
Dłonią jedną...

Skrzyp

Ku pamięci ofiarom Grudnia 1981

 

Kiedy bylem w drugiej klasie
Zyc mi przyszlo w strasznym czasie
Zdarzen ciag to niecodzienny
Ogloszono stan wojenny

Z mlodych malo kto w to wierzy
Na ulicach moc zolnierzy
I widzialem z moja siostra
ZOMO z amunicja ostra

Opozycja w kazamaty
Zapedzona jak zwierzeta
Ciezkie na ich plecach baty
Chociaz sie zblizaly swieta

Mieszka w Polsce jedno plemie
Bardzo swoja kocha ziemie
Co to sa za ludzie? jacy???
To odwazni sa Slazacy

Powiedzieli JARUZELSKI !!!!!!!
Wsadz w swoj tylek plan diebelski
My sie nie boimy bojek
Bo my som z kopalni WUJEK

Lecz slugusom nie w smak byla
Ta oporu slynna twierdza
Ma uzyta zostac sila
Przekonanie ich utwierdza

Hej !!! holoto z lampka w helmie
Do gorniczej krzycza grupy
Niech ktos flagi z bramy zdejmie
Bo inaczej beda trupy

Kilof broni nie dorowna
Tak jak szynce zwykly smalec
Lecz zamknieta brama glowna
W niej gorniczy duzy palec

Na gasiennicach potwory
W murach juz robia otwory
Kule smiertelne miotaja
Jak pszczoly co ul opuszczaja

Ja choc jeszcze bylem maly
To w dziecinnym mym pojeciu
Moje uszy uslyszaly
Ze zabito ich dziewieciu

Moja bogobojna matka
Pod obrazem kladac kwiatki
Rzekla MATKO toz to jatka
Miej w opiece slaskie matki

A moj niezyjacy ojciec
Glosem przypominajacym lkanie
Ukryl glowe swoja w dloniach
I zaszlochal : a to dranie

O GORNICY MECZENNICY
Dzis jestescie dla nas wzorem
Jak nalezy postepowac
I ze swiata zejsc z honorem

Karlos999

Stop nienawiści

 

Popatrz on jest czarny
Tak czarny wiec los jego marny
Trzeba go gnebic albo poturbowac
Czarny wsrod bialych nie moze sie schowac
Trzeba go podstepnie z ukrycia wywabic
Nastepnie jako zwierze bez litosci zabic

Tak ja jestem czarny lecz jestem czlowiekiem
Takim samym bialym wykarmiony mlekiem
Wszystko to co ty mam a co wazne dusze
Dlaczego z twego swiata dzisiaj odejsc musze???

Nie zna odpowiedzi podly rasista
On w kosciele siedzi on nie ateista
" Pod twoja obrone sie uciekamy "
Ale z czarnymi nie rozmawiamy

W kraju sie niedobrze dzieje
Sytuacja nieciekawa
Wiatr odwrotnie dzisiaj wieje
W kubku mym za gorzka kawa
Na obradach dzemia rajcy
A spac w pracy to ohyda
Gdzie poszukac winowajcy???
Rzecz jest prosta szukaj Zyda

Cale wieki wszystkie winy
Wciaz przykleja sie tej nacji
Chocby gosc byl z Argentyny
Wszyscy pewni sa swej racji
Glupcom argumentow mowa
To rozumu juz nie przyda
Chore cialo chora glowa
Wszedzie upatruja Zyda

Tak ja jestem Zydem lecz jestem czlowiekiem..........

Jest na wschodzie male panstwo
Kraj to wszystkim dobrze znany
Wielkie je spotkalo dranstwo
Rozslawily je ekrany
A mieszkancy skosnoocy
Co ich ryzem nie nasyci
Czarne wlosy niewysocy
Za to bardzo pracowici
Miejsca pracy na stadionie
W swoim sie trzymaja gronie
Specyficzne ich stragany
Towar wszystkim dobrze znany
Kiedy dwa tygodnie temu
Sprzedawali mojej mamie
Jakis gosc nie wiedziec czemu
Krzyknal jemu w twarz ty chamie
Twoje miejsce jest w Vietnamie

Tak ja jestem zolty lecz jestem czlowiekiem............

Karlos999

Elegia niezatapialnym

 

Czas temu jakis
Choc wiek jeszcze nie minal
Ze starej pieknej Anglii
Cudowny statek wyplynal

Celem jego kontynent
Tysiace mil oddalony
A w trzeciej klasie przez wszystkich
Z rajem na ziemi kojarzony

Kapitan Smith morski wilk stary
Nie straszne mu sztormy i burze
Poraz ostatni w jego dloniach stery
Po rejsie mial byc na emeryturze

Nie pomny przestrog o przeszkodach z lodu
O wstege blekitna stana do zawodow
A zewszad odglos zabawy i smiechy
Rozkaz padl z mostka
By gaz dac do dechy!!!

W dzisiejszych czasach tysiace urzadzen
O wszystkim ostrzega na wszystko uwaza
A w tamtym czasie musialy wystarczyc
W bocianim gniezdzie oczy marynarza

W pore nie dostrzegly wielkiej kostki lodu
Ktora tak jak w szklance w oceanie stala
Zaczeto hamowac lecz ta kostka z przodu
Wieksza i wieksza ciagle sie stawala

Nieublagane sa prawa fizyki
By zatrzymac mase to potrzeba czasu
A czasu nie bylo.... wsrod smiechu muzyki
Lodowa przeszkoda przyczyna halasu

Wtem zywiol lodowaty
Najnizsze odwiedzil kajuty
W pospiechu gina swetry skarpety oraz buty
Na calym dolnym poziomie
Powszechna wybucha panika
Z minuty na minute kadlub pod woda znika

Brama na gore zamknieta pierszenstwo dla bogaczy
Dolna czesc ciala zziebnieta w oczach ocean rozpaczy
Bogacze butnym tonem w binoklach z perlowej masy
Zadaja ratunku wylacznie szalupa pierwszej klasy

No w koncu te brame otwarto
I wszyscy w panicznym pochodzie
Do szalup..... lecz szukac nie warto
I w chlodnej znalezli sie wodzie

A woda w oceanie wtedy miala
Niecale na plusie dwa stopnie
Nieszczesne pasazerskie ciala
Meczyly sie w wodzie okropnie

Rufa plywajacego miasta
Nad tafla wody wyrasta
Za pyche to kara mowia jedni
Lecz czemu cene za nia placa biedni???

Cichna powoli ostatnie krzyki
Swiatla juz gasna i racy ogniki
Za minut kilka dno oceanu
Przyjmie jednego z morskich tytanow

Niedlugo wiek caly przeminie
Od czasu gdy w morskiej glebinie
Znalezli swe wieczne mieszkanie
Racz wieczny spoczynek dac im Panie!!!

Karlos999

Modliszka

 

Oto ja
Kolejny partner nienasyconej modliszki
Bez mrugniecia okiem
Oddam wszystkie me wlosci
Dla tej krotkiej z nia przyjemnosci

I choc wiem ze to nie zarty
W kulminacyjnym punkcie zostane pozarty
Ona i tak dopnie swego
Wybierajac sobie nastepnego


Jak poznac kobiete modliszke???
Przede wszystkim wybiera nie jest wybierana
Starannie upatruje swe ofiary
Nie wazne czy mlody czy stary

Nie chodzi nawet o krotka chwile przyjemnosci
Lecz o to ile uzyska wartosci
Dzieki owej znajomosci

A ofiary zadza szalona
Pcha bez przerwy w modliszki ramiona


Oto ja
Kolejny partner nienasyconej modliszki
Nie mam wiele do gadania
Jam od pracy i kochania
Lecz tylko wtedy gdy ona powie tak
Niech to wszystko trafi szlag

Modliszka rozkaz wydaje
Ja bezwolnym robotem sie staje


Modliszka dzis w dobrym jest humorze
Swieza posciel pachnace loze
Czeka wieczora........
Wtedy to nadchodzi pora
Gdy dokonam aktu kopulacji
Dostarczajac modliszce satysfakcji


Modliszka jak narkotyk dziala
I gdy raz zakosztujesz jej ciala
Bedziesz ciagle odczuwal jego glod
Nie pomoze ci zaden cud

Oto ja
Kolejny partner nienasyconej modliszki..........

Karlos999

Wierzę...

 

Wierzę że to co nadejdzie jutro
bez początku i końca
wiary i nienawiści
nie dotrze do mojego serca
zatrute każde słowo Twoje
trafia prosto w cel
już nie potrafię walczyć
wszyscy moi wrogowie
stali sie
-niewidzialni-


Zaczynam myśleć ze walczę
z samym sobą
boje sie ze obudzę te wszystkie
demony z przeszłości
i znów stanę na scenie
-kłamstwa-
ubrany w bieli
a w sercu i duszy czerń
kłamstwo staje sie moim
wybawieniem
a ból wyzwala mnie
wynosi mnie ponad horyzonty ludzkiego umyslu
staje sie
-kimś innym-
jeszcze bez imienia
lecz już z sercem i dusza
jeszcze bez nazwiska
lecz już z miłością i odrobina
-przebaczenia-


Wyzwolony z własnego
umysłu a jeszcze w swoim
ciele
bez wiary w to co nieuniknione a juz
bez nadziei
cały Ja

Sakekrystian

Kolęda Emigracyjna

 

Niedlugo swiateczny czas nastanie
Przed tajemnica ta truchlejem
Pamiatka to twego przyjscia Panie
W malej obskurnej miescinie Betlejem


Kto pojmie Boze Twoje przedsiewziecia
W dowod jak bardzo wszystkich ludzi kochasz
Przyszedles w osobie malego dzieciecia
W lichej stajence na sianeczku szlochasz


Ludzie czekali wielkiego czlowieka
Z moca wplywami nie do pokonania
A zbawce swiata po wypiciu mleka
Reka Maryi przed zimnem oslania


Ojciec niebieski dal ci polecenie
Bys swiatu pokazal ze male jest wielkie
W biednej stajence male me zbawienie
Odpuszcza winy oraz grzechy wszelkie


Nie chciales braw od wielkich tego swiata
Garstka pasterzy ciebie powitala
Ktora z miloscia jak brat kocha brata
Glowy przed twoim zlobem pochylala


Mowia : dla zwierzat milosc jest zbyt wzniosla
Nie jest to jednak chyba prawda cala
Z nozdrzy to bowiem wolu oraz osla
Cieplutka para twoje cialo grzala


Ci co tajniki wiedzy zglebili
Znaki na niebie od razu poznali
Przez mil tysiace sporo sie trudzili
I w ubogiej szopie poklon ci oddali


Na osiolku uciekales przy Maryi przed Herodem
My ucieklismy do Anglii przed ubostwem i przed glodem
Prosze dziecie miej w opiece emigracji naszej grono
Daj jej sile do wytrwania na ojczyzny przywroc lono


Ja wspolczesny pasterz skladam tobie w darze
Jablka orzechy mleko i krakersy
W piersiach serce czyste tak obyczaj kaze
W dloniach mych pudelko a w srodku pampersy

Karlos999

Easy Jet

 

Jest to podobne do autobusu
Ma ogon wielki i duze dwa skrzydla
Kierowce tego zowia pilotem
Dzis przelecimy sie samolotem

Piekna niewiasta dala mi cukierka
Anything else??? tez do mnie dotarlo
A gdy spojrzalem na jej piekne nogi
To w moich piersiach az serce zamarlo

Raz mysle sobie najwyzsza juz pora
Aby z kierowcy stac sie pilotem
Trzeba poszukac wiec dyrektora
Ktory zarzadza tym samolotem

Nazajutrz rano czytalem w gazecie
Ze wolne miejsca maja w Easy Jetcie
Ponoc pilotow wolne to wakaty
Niechaj sie zglosi kazdy kto kumaty

Piekne Good Morning panie dyrektorze
Czy mi w problemie moim pan pomoze
Chcialbym z kierowcy zmienic sie w pilota
Prosze mi pomoc przejsc przez wiedzy wrota

Moj dyrektorze bede z panem szczery
Dloniom mym obce samolotu stery
One trzymaly jeno kierownice
Oczy widzialy przed soba ulice

Drogi Karlosie zeby to prowadzic
Trzeba miec szkoly a w nich byc prymusem
Coz ja ci moge w tym wieku doradzic???
Lepiej po miescie jedz swym autbusem

Nad pilota nie ma szychy
Na godzine ma z trzy dychy
Wokol piekne stewardesy
Ktorym rowniez nie brak kiesy
I po rejsie na hotelu
Zamieniaja sie w metresy

Lecz ja sie nigdy nie poddaje
Duzo mam w sobie determinacji
Drogi kolego bedziesz mial kumpla
Mistrza podniebnych akrobacji

Karlos999

Sonet Skandynawski

 

Dzis znow kocham sie z nia na lace
Mokrej od rosy wczesnie z rana
A wokol mnie kwiaty pachnace
Jej ruda fryzura potargana


Jej ojczyzna jest piekna Norwegia
Gdzie tysiace fiordow w lad sie wcina
Nigdy Rzymska nie zdobyla jej legia
To urocza seksowna dziewczyna


Ma slawnych przodkow wciaz mi o tym gada
W rogatych helmach z rudymi brodami
A drzala przed nimi niejedna osada
Ludziska zwali ich Vikingami


Dzikosc jej ciala rowna falom z morza
Ktorym nie sprosta ni kamien ni skala
Kiedy przychodzi do mojego loza
Chce juz na zawsze byc blisko jej ciala


Zycie jej przodkow nieustanna walka
Z ludzmi zwierzyna oraz zywiolami
Rowniez dzis w nocy stara ma wersalka
Miejscem jest walki pomiedzy cialami


Kiedy modlitwy wieczornej czas przyjdzie
Zegnam sie reka w imie Ojca Syna
Ona polnaga na progu gdy wyjdzie
Wzywa opieki THORA i ODYNA


Kiedys ludziom na widok Vikingow
To ze strachu mowe odbieralo
A ja pragne aby wojowniczka
Wciaz brutalnie zdobywala moje cialo


Tej dziewczyny o ktorej tu napisalem
Nigdy potem juz nie spotkalem
Polskie imie pamietam jej Kinga
Matka jest pol Polaka pol Vikinga

Karlos999

Myśli Niedokończone

 

MYSL 1
Wczoraj obrazilem czlowieka
Jestem podly i czuje sie winny
Zrobilem to nieumyslnie
Nie wiedzialem ze byl inny

MYSL 2
Nasze slowa i czyny
Tak podle wiele razy
Dlaczego tacy jestesmy
Dopuszczajac sie obrazy

MYSL 3
Mowia : " Polak Polakowi wilkiem "
To prawda bolesna niestety
Nie wiedza o tym chyba tylko
Mieszkancy obcej planety

MYSL 4
Zmiane czas zaczac od siebie
By klam zadac prawdzie oczywistej
By miedzy ludzmi znow bylo jak w niebie
W sytuacji codziennej rzeczywistej

MYSL 5
Moi drodzy przyjaciele sasiedzi
Wysluchajcie uwaznie mej spowiedzi
Inny czlowiek sie we mnie narodzil
Jaki dotad po swiecie nie chodzil

MYSL 6
Prosze wiecej nie zawracac mi glowy
Moi drodzy swiadkowie Jehowy
O krolestwie milosci wsrod zieleni
Lepiej niech sie stara ziemia zmieni

MYSL 7
Anglio!!! wyspo otoczona morzem
Jesli trzeba ci pomoc pomozem
Bo Polacy lud to honorowy
Wielkie serca no i mocne glowy

MYSL 8
Bylem glodny a daliscie mi jesc
Po jedzeniu daliscie mi pic
Bylem nagi a ubranie mam
I jak czlowiek godnie moge zyc

MYSL 9
Moja Pani i moj drogi Panie!!!
W Anglii zyja prawdziwi chrzescijanie
I choc oni nie sluchaja papieza
To miliony im swe zycie zawierza

MYSL 10
Ja nie sadze zeby nie byc sadzonym
Postepuje tak zawsze czlowiek wielki
Nie dostrzegam drzazgi w oczach brata
Raczej z wlasnych sie staram wyjac belki

MYSL 11
Europa Afryka czy Azja
Wciaz jest problem aborcja eutanazja
Spoleczenstwa naszego to zmora
Z wolnych ludzi skonstruowac potwora

MYSL 12
Badzmy soba miejmy usmiech na twarzy
A nic zlego nam sie nie przydarzy
Prosmy Ojca naszego co jest w niebie
By zachowal w opiece mnie i ciebie !!!

Karlos999

Izba

 

W zyciu rozne spotkasz izby
Czy tego chcemy czy nie chcemy
Jest izba celna
Jest izba skarbowa
Jest izba gdzie trzezwiejemy
W Anglii mimo woelu drwin
Izba Lordow oraz Gmin

Biala sala lozek kilka i taboret
Przykrecony do podlogi
W srodku nastroj niezbyt blogi
Zapach tez nie z perfumerii
Jestes bliski juz histerii
Bledne w oczach twych spojrzenie
W ciele wielkie jest pragnienie
Krata w oknie wstaje dzien
Witaj w izbie wytrzezwien

Wczoraj uczta byla swojska
Nasz kolega szedl do wojska
W skapych strojach byly panie
Co zdzieraly me ubranie
Nikt sie Boga tam nie bal
Gdy alkohol w gardlo lal
Potem czy tez nie czy chcial
Tam gdzie stal tam smacznie spal

To nie zadne medrkowanie
Dzisiaj w pubie jest zebranie
Skad ten usmiech lobuzerski???
Ach to wieczor kawalerski
Jak na wieczor ten przystalo
Jest alkohol nagie cialo
Glosna wszedzie jest muzyka
Jeden tanczy drugi bzyka
Niech biedaczek dzis uzyje
Ciala dotknie drinki pije
Bo podziele sie z nim wiedza
Ze po slubie wszyscy wiedza
Nasze drogie slodkie zony
Jak koscielne sa matrony

Wczoraj bylem na imprezie
Gdziez to czlowiek nie zalezie
Choc On nie byl w moim typie
Bylem gosciem na tej stypie
Tancow wprawdzie tam nie bylo
Lecz sie jadlo duzo pilo
I wieczorem choc po kawce
W parku spalem ja na lawce

W wszystkich tych przypadkach wiedzcie
Mialem kontakt z miejska straza
Bo nie wiedziec czemu wtedy
Jak z pod ziemi wciaz wylaza

Zaraz wioza cie na izbe
Swoja Nyska czarna marna
Nic by mi to nie szkodzilo
Gdyby izba byla DARMO

Karlos999

Crazy Girl

 

Jestem w Anglii polka mloda
W zylach mych nie plynie woda
Cialo serce mam gorace
W oczach iskry nie gasnace

Lecz chlopaka nie chce z Polski
Jak przyjechac z nim do wioski???
Kazdy przyzna mi dzis racje
Polki lubia inne nacje

W Anglii wybor jest ogromny
Piekny arab wloch niezlomny
Chinczyk az z dalekich Chin
Co mi w disco stawial gin

I z afryki sa chlopaki
Wczoraj wlasnie jeden taki
Czarny w bialej lezac wannie
Marzyl byl o bialej pannie

Mam ambicje trzymam linie
Wcale nie dbam o opinie
Oj zalowal zacny tata
Na mym tylku swego bata

Nie obchodza mnie rywalki
Chinczyk uczy mnie sztuk walki
Przy pomocy rak i nog
Niech je ma w opiece Bog

Gdy chce troche egzotyki
To chlopaki sa z afryki
Czarne w moim lozu lica
Ktore jest jak szachownica

Gdy ochote mam na pizze
Wtedy do Giuseppe dzwonie
I Giuseppe z pizza w dloni
Szybszy jest od setki koni

Achmed chlopiec moj z Iraku
Ktory w centrum ma kebaby
Mimo kilku malych brakow
Kocha wdzieki polskiej baby

Calym sercem jest oddany
I gdyby mnie naszla bieda
Predzej niz od mojej mamy
Przyjdzie pomoc od Achmeda

Moja wola wciaz jest taka
Nie chce w lozu mym polaka
Jozka Staszka z pod Przemysla
Bo sie spije i zwymysla

Kocham zycie nalezycie
W mojej wiosce powiem bandzie
O milosnych mych przygodach
W pieknym miescie SUNDERLANDZIE

Karlos999

Święto Zmarłych

 

Zapalam znicze na mogilach bliskich
Niech swiatlo bedzie symbolem pamieci
Niech boza opieka obejmie ich wszystkich
Niech pomoc im niosa w niebie wszyscy swieci

Ludzie zamknieci w betonowym grobie
Dzieki ich zyciu my dzis zyc mozemy
Jakas ich czastka jest we mnie i w tobie
Lecz gdzie sa dokladnie niestety nie wiemy

Cale ich zycie na malej tabliczce
Data urodzin i smierci godzina
Palenie zniczy to moj obowiazek
Od tego wlasnie w tym dniu jest rodzina

Kto za zycia nad biskim sercu grobem
Lze uronil szepnal : ojcze mamo
To niech wie ze tym wlasnie sposobem
Zrobil to ze go czeka to samo

Czas szybko plynie i nie wiemy kiedy???
Nasze ciela wloza w debowe deseczki
Lecz miejmy nadzieje ze w pierwszy listopad
Na grobie nie braknie swiatla malej swieczki

Karlos999

Rozwodnik

 

Normalny taki jak my mezczyzna
Murarz kierowca ogrodnik
Niedobrze gdy milczy
A dobrze gdy przyzna:
Kochanie ja jestem rozwodnik

Gdzies tam daleko zostala ta pierwsza
Z nia dzieci dwojka lub trojka
Dzieci ktore nie maja juz ojca
Lecz za to maja wujka

Czy mozna dom szczescia zbudowac na krzywdzie
I lzach wylanych przez dziatki???
Niszczac co zlaczyl Bog wszechmogacy
Nie baczac i na lzy matki

A dziatki zlozywszy raczki do modlitwy
Pytaja gdzie tato nasz Boze???
Dlaczego on wybral " zyciowe gonitwy "
I czy nam kiedys pomoze???

Bog westchnal otoczon przez piekne anioly
Ja dzieci pomoc wam musze
Ojciec dla innej oraz dla przyrodnich
Zaprzedal cialo i dusze

Lecz przyjdzie kiedys taka chwila gdy poczuje
Ciezar swych czynow niegodnych
I kiedys na pewno odpokutuje
Krzywde swych pierworodnych

O panny na tym swiecie sluchajcie
Z tematu tego wynika
Do konca swego zycia pamietajcie
By nie isc za rozwodnika

Karlos999

Pomoc

 

Za kratkami podczas swietej spowiedzi
Na zydelku ksiezulo nasz siedzi
A do ucha wpadaja mu grzechy
Co na ustach wzbudzaja usmiechy

Przyszedl dziadzio z laseczka debowa
Przeklinalem na lace za krowa
Powiedzialem idz szmato do diabla
Ona w zamian marchewke mi zjadla

A za dziadziem uklekla niewiasta
Z tych ponetnych dupiasta cycasta
I wyznala ze mecza ja glody
Wieczorami musi isc na lody

Za niewiasta ukleklo pachole
Powiedzialo o przygodzie w szkole
Znane zwierze bili tam pospolu
Nie wstawajac praktycznie od stolu

Po nim przyszedl mezczyzna dosc znany
To miejscowy potentat budowlany
Wyznal zatem ze dosc ma abstynencji
Regularnie korzystajac z agencji

Westchnal ciezko proboszcz na krzesle
Niech ich Bozia do stu diablow odesle
Dziwna jakas w mym sercu jest trwoga
Pewnie jutro zaprosze PSYCHOLOGA

Karlos999

Głupi

 

mówisz

jesteś ślepy

bo nie zauważam

twego cellulitu

fałdów i rozstępów

może ja po prostu

nie widzę po ciemku



mówisz

jesteś głuchy

bo mi nie przeszkadza

że świszczysz przez nosek

i czasem zasapiesz

może ja po prostu

trochę głośniej chrapię



mówisz

jesteś głupi

gdy idę w zaparte

powtarzając jaka

jesteś doskonała

a może po prostu

nie ma ideałów

Mallaidh

Testament

 

gdy nie będzie już błysku
w mych oczach
gdy się zamkną
na wiek wieków
amen

niech mnie porwie w podróż ostatnią
wiatr schodzący z gór mglistych
nad ranem

będę wtedy podniebnym wędrowcem
i wyrosną mi skrzydła u ramion
pójdę ścieżką ze wszystkich ostatnią
tą jedyną wartą poznania

a gdy kiedyś za Tobą zatęsknię
i zapragnę raz jeszcze zobaczyć
wpadnę znowu w Twe oczy
ze szczęściem
gdy odlecę
cicho zapłaczesz

Mallaidh

Wszystko nie tak

 

Wszystko nie tak
za późno na wiarę
na niesienie pomocy
za wcześnie wypowiedziane
słowa
zniszczyły to co tak długo
dojrzewało w słońcu
za szybko powiedziałaś
nie
które brzmi jak dzwon
gdzie głucho niesie się
dźwięk
bez odzewu
za mało czułości która powinna
nas pieścić
unosząc w rozkoszy
Myślałaś że będzie inaczej
teraz wiesz to nie koniec
to dopiero początek naszej udręki.

Za dużo milczenia
niezrodzone słowa tkwią w naszych
głowach.
Gdzie rodzi sie burza
gdzie powstaje diabelski plan
samozniszczenia
Ty i ja dziwna kombinacja słów
to nie my to już przeszłość
która nie pozwala mi zapomnieć
wciąż rozdrapuje rany
Słona jest cena którą
każesz mi teraz płacić.

Sakekrystian

Gorycz

 

Biedny bracie marnotrawnego syna
Dusza twa pelna goryczy
Wciaz sie miota
W niemym protescie krzyczy

Byles dobry ..... cisza
Byles wierny ....cisza
Pochwaly jak na lekarstwo
Zero nagrody zero zrozumienia
Nie dostales nawet baranka
By w gronie przyjaciol poucztowac z ranka

Brat twoj rozpustnik pijak szmata
Roztrwonil majatek i na koncu swiata
Karty wodka i dziewczeta
A modlitwy nawet w swieta......
Nie wypowiedzial...

Lecz to jego wlasnie tata
Ze splendorem i w chwale
Na domowym stawia piedestale
Ponoc sie nawrocil zrozumial i wrocil
Gdy trzos jego opustoszal
I juz go nie chciala
Zadna do swego przytulic ciala
I ohydny ten lachmyta
Ze swinskiego kradl koryta

A ty biedaku coz z tego zycia uzyles???
Orales siales i jak czlek pobozny zyles
I z tego masz niewiele
A w domu na czesc rozpustnika
Odbywa sie wesele

I po co byc dobrym???
Skoro historia uczy stara
Ze dobrzy beda w cieniu
A chwala dla batiara
Dobry zawsze bedzie glupcem
Posmiewiskiem golodupcem
A i w niebie tak juz jest kolego
Bardziej ciesza sie z gnoja
Lecz.... nawroconego

I po raz kolejny wracam
Do wojskowego przykazania
Ze kto miekkie ma serce
Twarde ma posladki od kopania

Czy ktos to kiedys zrozumie????
Me serce dzis nie umie.

Karlos999

I Ja

 

I ja stoję pośrodku oceanu
własnych łez
pozbawiony uczuć z sercem
jak głaz
powoli tonę w otchłań głębin
Moja dusza już dawno przestała
mówić do mnie teraz w cierpieniu
chcę na nowo wskrzesić
resztki sumienia
pogrążonego w smutku
w okowach kłamstwa
zakrytego obłudą
powoli przestaje wierzyć w to co mówię !!

Wierne pozostają tylko myśli
których nie wypowiadam głośno
w obawie że mogą się
SPEŁNIĆ

Sakekrystian

Inny ktoś

 

Zgubiłem gdzieś w tym życiu
samego siebie
niby patrzę w lustro i widzę
siebie
ale przeczucie mi mówi że
to nie ten sam ja

Sprzedałem wszystko co było
dla mnie pełne wartości
oddałem diabłu swoją duszę
nie wiem co to miłość
choć kiedyś to ona prowadziła
mnie przez życie

Kłamstwo pożarło moją prawdę
mój sztandar
mój znak
wszystko rozlało się niczym
deszcz który przychodzi
aby zmyć grzechy
grzesznych ludzi

Sakekrystian

Mój pierwszy raz

 

Krowa sie latuje, huka sie maciora
Juz pora wioskowego wezwac inseminatora!!!

Na wsi ta profesja jest powszechnie znana
Czym sie wlasciwie ow gosc zajmuje
Prosze szanownego pana???
Ach tak, ano od wczesnego rana
wyrecza w " pracy "
Byka knura a nawet barana
Ojcem wielu jest gatunkow
Nie odmawia mocnych trunkow

Moj wujek wiejskim byl inseminatorem
Odwalal dobrej roboty kawal
Wszedzie poruszal sie swoim motorem
Az go w koncu zlapal zawal

Caly wieczor pornofilmy
Na ekranie nowej plazmy
I w robocie dnia kazdego
Dopadaly go orgazmy

Seks od zawsze w jego zyciu
Bardzo wazna pelnil role
Tylko o nim wciaz rozmawial
Czy to w domu czy w stodole

Raz mu mowie: drogi wuju
Uchyl rabka tajemnicy
Jak zmajstrowac mala krowke
Tej dorodnej jalowicy

Wuj odpowie: czy juz sobie
Upatrzyles jalowice???
W takim razie podejdz z tylu
Uzbrojony w rekawice

Baniak z cieklym mial azotem
Co wytwarza mroz tragiczny
A w azocie male kulki
To material genetyczny

Pytam po co rekawica???
Tonem jakby od niechcenia
Musisz wlozyc ja na reke
By dokonac zaplodnienia

Wielka wtedy mialem treme
A na plecach ciarki mrowk
Lecz za pierwszym razem jestem
Ojcem slicznej malej krowki

Karlos999

Tworki

 

O medrcy tego swiata
Wy tego dzis nie widzicie
Na swiecie jest pelno miejsc takich
Gdzie wkrotce niebawem skonczycie

Mozna spotkac tam nierzadko
Slawnych ludzi z kart historii
Ktorzy wolno spaceruja
Raz w zadumie a raz w glorii

Juliusz Cezar, Napoleon
To najczestrze sa przypadki
Jest i Mozart lecz sluchajcie
To przypadek bardzo rzadki

A panowie w bialych kitlach
By porzadek byl pilnuja
I codziennie monologu
Owych osob wysluchuja

Doktor Rozek co dzien rano
W swoim skromnym gabinecie
Ponad kwadrans wysluchuje
Gry Mozarta na klarnecie

Juliusz Cezar wczesnym rankiem
Szepnal slowko Bonaparte
Czas postawic przyjacielu
Wszystko dzis na jedna karte

Za murami sam idiota
A nasz geniusz sie marnuje
Niechaj kazdy po pol swiata
Dzis dla siebie zawojuje

Gdy nasz boj juz zakonczymy
Mozart bedzie nam potrzebny
By muzyka swa uswietnil
Marsz zwyciestwa nasz chwalebny

I w przeciagu kilku minut
Walka toczy sie zazarta
Na pazury kly i piesci
O muzyke od Mozarta

Mozart stoi w kacie sali
I do rytmu tupie noga
Wreszcie glosno odpowiedzial
Ze nie zagra dla nikogo

A mi z ciezkiej pracy w Anglii
W mozgu male peklo lacze
Wiec niedlugo po powrocie
Do tej grupy tez dolacze

Karlos999

Ten wiersz poświęcony jest drogiemu bratu i jego kolegom z Kwiatkowskiego 6

Spotkanie

 

Dzis znowu stoisz u mych drzwi
Twoja sukienka jak z mgiel utkana
Ktore swiatlo ksiezycowe przenika
A pod nia smukle cialo
I jak zwykle nie znajdziesz stanika

Nasze ciala jak wielki samolot
W milosnym splecione uscisku
Wyladuja za chwile na wielkim lozu
Rowno i miekko jak na lotnisku

A rano coz to nie zart
Przychodzi pora na start
I kazde z nas w swoje odlatuje przestworze
Kiedy sie spotkamy...nie wiem... jutro... moze

I kazdego dnia ciagle marze
O naszym spotkaniu w mym pokoju
Milosnym hangarze.

Karlos999

Teraz Ja

 

Przepraszam że dałem Ci nadzieję
wierząc że przetrwa na zawsze
Przepraszam że zabrałem Twoje
szczęście na własność

Rozwiałem nasze uczucie niczym
złą mgłę
Tak bardzo pragnąłem tej miłości
tak szybko chciałem czegoś nowego
Ty jednak byłaś
cierpliwie czekałaś na mój
kolejny ruch który nie przyszedł
który mógł zmienić wszystko
i zmienił
miłość w obłudę
życie w ironie
prawdę w kłamstwo
wiarę w popiół
Zostałem sam za grzechy
za zdradę dokonanej na miłości.
Proszę o przebaczenie
Proszę wybacz mi

Sakekrystian

Pirania

 

Dzisiaj poruszymy temat
Kazdy zgodzi sie mezczyzna
Podczas sluzby dla ojczyzny
Najpiekniejsza jest lewizna

W czasach gdy mnie powolala
Bym jej bronil przed wrogami
Ja nie chcialem tego czynic
I nogami i rekami

W koncu bilet mi wreczyli
Jechal ze mna Jozek Franiu
Cala nocke zesmy pili
By na rano byc w Zaganiu

Medrcy dawno juz orzekli
Ja za nimi stoje murem
W wszystkich swiata tego miejscach
Za mundurem panny sznurem

Pod jednostka dziewczyn sporo
Wiedzcie rozne ich zamiary
A najwieksze maja wziecie
Te co lubia " zawod stary "

Ja ich nigdy nie sadzilem
Nikt nie prosil o ocene
A prosilem o opieke
Dla nich : swieta Magdalene

Do dzis w mojej jest pamieci
Jedna taka jak pirania
Ktora do bialego rana
Odwiedzila ma kompania

A w jej skladzie byly niezle
W tej robocie zawodniki
Ona lezac podczas pracy
Zajadala herbatniki

A material genetyczny
To zbieralo sie do wiadra
To przypadek jest faktyczny
Moze to poswiadczyc kadra

Ktora rowniez korzystala
Z uslug panny tej Piranii
Bo w tygodniu byly rozne
Dni dla kadry i kompanii

Pisarz kumpel nasz ze sztabu
Co mial z pierwszej reki wiesci
Opowiadal nam w dniu zoldu
Tresc tej dziwnej opowiesci

Mowil ze Pirania nasza
Co w uczuciach nie jest stala
Ponoc dnia przedwczorajszego
Obsluzyla generala

A to facet byl wiekowy
Wiec nim zajal sie zabawa
To uszkodzil nam Piranie
Generalska swa bulawa

Drogi ksieze kapelanie
Prosim odmow dzis litanije
By do zdrowia przyszla szybko
Panie oddaj nam Piranie!!!!

Karlos999

Żeglarz

 

Jestem samotnym zeglarzem
Na oceanach kobiecych cial
Nie pamietam ile to juz razy oplynalem rownik
A wciaz jeszcze bym chcial
Wyspy przyladki i tajemne tego swiata zakatki
Podczas kazdej wyprawy
Do cudownej wplywam zatoki
Okret moj cumuje
I cisza cisza cudowna mnie otacza
A ja sie w nia wsluchuje


Ryczace czterdziestki wyjace piecdziesiatki
Od doswiadczonych slyszalem kapitanow
Wspanialych jegomosci
Ze niebezpieczne to szerokosci
I kazdy ze smialkow co sie tam zapuscil
Predzej czy pozniej dostawal mdlosci


Doswiadczony zeglarz na swych mapach
Nie ma bialych plam
Wiec kiedys i ty musisz byc tez tam
A choc mam licencje
I kapitanem jestem doswiadczonym
Jak dotad nie plywalem po morzu:
CZARNYM ZOLTYM I CZERWONYM


Lecz statek moj rozne przyjmie wyzwania
Bo do kazdego nadaje sie zadania
I jest jak lodolamacz atomowy LENIN
A slyszano o nim od Baltyku az do Pienin


A jutro??? nie wiem gdzie zakotwicze
Do jakiej wplyne zatoki
By poznac sekretne jej uroki
A moze odwiedze wyspy dziewicze???


Wieczorami gdy leze w mej kajucie
Slucham radia co lampka w nim sie jarzy
I wspaniale we mnie to uczucie
Kiedy slucham opowiesci marynarzy


Hej niech zadrzy kazde morskie ustronie
Bo kapitan Karlos
Plynie na swym galeonie!!!

Karlos999

Pieśń Emigrantów

 

Hej zywota uzyjmy
Bo zyje sie tylko raz
Stol caly funtami pokryjmy
Bo to bardzo cieszy nas

Hejze do Anglii wesolo
Niechaj rozbrzmiewa wokolo
Polskiego hymnu ton
Co mocny jest jak dzwon

Tu posrod obcej mowy
Z dala od przodkow swych grobow
Pijemy miod narodowy
Z przyslanych przez bliskich zasobow

Ja wypowiedziec nie zdolam
Co czuje na emigracji
I niemym krzykiem wciaz wolam
Dosc w kraju tej biurokracji

Kolejna ekipa przy sterze
Zapewnien obietnic tysiace
Lecz ja juz im dawno nie wierze
Bo sa jak dmuchawce na lace

Dlaczego??? prezydent poslowie
Choc brzuchy maja te same
To kiesa ich mosci panowie
Niejedna rozwalilbys brame

Z pracy powinnismy czerpac
Korzysci jakie nam daje
A nie cale zycie sie szarpac
A tu znow nic nie zostaje

Coz nam z wolnosci za ktora
Tak wielu zycie oddalo
Kiedy tam nie ma radosci
I wielki niedosyt ma cialo

Lecz nigdy nie trace wiary
Bo wiara i gory przenosi
I sile mierze na zamiary
A Bog slucha tego kto prosi

Karlos999

Świniobicie

 

Stoi swinia w chlewie i nie wie
Ze za chwil kilka zakonczy zycie
Koryto juz czeka , powrozy na drzewie
Za chwile zacznie sie swiniobicie

Stoi i w kacie mysli uparcie
Siodma minela " Gdzie moje zarcie ??? "
Pewno zaspali mi gospodarze
O niech ich wielka racica ukarze

Stoi z ogonkiem swym zakreconym
Wciaz pochrzakuje i wesolo kwika
Nagle drzwi chlewu sie otworzyly
A w nich stanela postac rzeznika

Rzeznik mial w dloniach wielka siekiere
Jej jedna strona zwie sie obuchem
Wlazl do chlewika i sprawnym ruchem
Zdzielil obuchem swinke za uchem

A ostrze noza jak blyskawica
Dotknelo szyi tam gdzie tetnica
Krew z niej obficie jak fontanna bucha
I podstawiona jest juz miednica

Bo z krwi i z kaszy bedzie kaszanka
Z reszty slonina oraz rabanka
Tluste kielbasy i pyszne szynki
To wszystko dzieki ofierze swinki

Smaczne kotlety i zraz w smietanie
Dostaniesz dzisiaj na drugie danie
I rzecz najlepsza na calym swiecie
Nozki wieprzowe na galarecie

Wisi za nogi swinia na drzewie
I co sie dzieje niestety nie wie
A my z rzeznikiem w kacie po cichu
Co kilka minut chlus po kielichu

W gospodarstwie jest prac wiele
Pelne ich rolnika zycie
A ja ta najbardziej lubie
Ktora zwie sie " SWINIOBICIE "

Karlos999

Powrót młodego emigranta

 

Czuje seksu ciagly glod
Patrze w spodniach wielki wzwod
Z kobieta jak dotad nie spalem
Bo w Anglii wciaz pracowalem
W mym plecaku wielkie bunty
To w skarpetach trzeszcza funty
Gdy do kraju wroce wierzcie
To pokocham sie nareszcie!!!
Gdziez ja znajde kandydatke???
Na ciasteczko i herbatke
I na calonocne czyny
Az zuzyja sie sprezyny.
Jestem maly i niesmialy
Tradzik mam i plaskostopie
Ale funty mi pomoga
W mojej wiosce byc na topie.
Gdy w niedziele mkne na sume
I w kieszeni trzymam reke
To wesolo podgwizduje
Ulozona ma piosenka:

Piaty raz dojrzaly wisnie i maliny
Czy tez nas poznaja
Panny i dziewczyny???
Poszli zesmy golo a wracamy z klasa
By powitac bliskich
I poszastac kasa

Ref.

Witaj Zosienko otworz okienko
Na zachodnia strone
Daj dla ochlody lyk zimnej wody ( 40 % )
Usta spragnione
Witaj nam Polsko witaj ma wiosko
Bialo czerwona
Funty za nami mkna przelewami:
MARSZ MARSZ MARSZ !!!

Karlos999

Ostatnie zakupy

 

Na tym swiecie jest sklepow wiele
Przyznacie to sami
Sa sklepy miesne warzywne i sklepy z butami
Lecz sa i takie ktore oferuja produkty dla nas
Ale kupic ich nie mozemy....sami
Czy juz zgadliscie????
Tak to sklep z trumnami


Wybor ogromny
SOSNA BUK DAB
Sprzedawca mowi: moze kawke ciasteczko cos na zab??
Kupujacy przewaznie rodzina
Od sprawdzenia portfela zaczyna


Jakie wieko ??? pojedyncze podwojne
Fachowa porada zawsze sie przyda
Ma byc z krzyzem czy z symbolem innym???
Mozna dostac tez z gwiazda Dawida
W zaleznosci od uzytkownika.....
Pani Krysiu!!!!!!
Jak dlugo mamy czekac na kawke i batonika!!!!!


W tej bedzie wygladal jak zywy
Tamta , coz nie bardzo nie modne motywy
Moze cynowa??? albo z miedzi???
Ach tak za malo " miedzi "
Wiec niech klient na tylku siedzi
A raczej lezy.


I nagle glos z zaswiatow slychac przejmujacy
Ucichli sprzedawcy , zbledli kupujacy
A glos mowi: " To wszystko do bani
Chlam fuszerka zadna ani ani
Ja bardzo bardzo bym chcial
Miec trumne z PCV "

Karlos999

Krzyż

 

Na mojej parafii stoi krzyz kamienny
Wsrod traw i ziela bujnego
Lecz nie wiem dokladnie i nie jestem pewny
Kto postawil go , jak i dlaczego???

Gdy bylem maly paslem przy nim krowy
Czytajac ksiegi pelne tresci
I po dzis dzien przychodzi mi do glowy
Jedna z ojcowych opowiesci

W czasach gdy w swiata tego atlasach
Polski w ogole nie bylo
Bo ja rozdarly trzy sepy w atlasach ( rodzaj materialu)
Ogniem mieczem i sila

A sep wiedenski zajal ziemie przodkow
I posrod tej zawieruchy
Ludzie pomarli bez do zycia srodkow
Jak przyslowiowe muchy

Moj maly chlopcze mowil tato do mnie
Slyszalem od ojca za mlodu
Ze pod tym krzyzem dosc gleboko leza
Ofiary strasznego glodu

I chyba prawde mowil dziadek ojcu
Bo nagle o swieci nieba
Zdalo sie slyszec glos jakby z pod ziemi :
" Czy chlopcze kawalek masz chleba??? "

Dzis gdy dorosly jestem to pod krzyzem
Modlitwe zanosze do nieba
Zapalam znicze u stop jego klade
Bochenek czarnego chleba

Karlos999

Czarny Jurek

 

Prosze nie pytaj synu moj , czym sie zajmuje ojciec twoj
Jest gdzies agencja on w niej pracuje
A nasza rodzine wciaz zaniedbuje
Agencja ta do diablow stu dzis sie nazywa ABW

Praca jego bardzo ciezka
Co dzien trudne polecenia
I dlatego gosciem w domu
Jest od twego urodzenia

Ktos bardzo madry kiedys powiedzial
I choc dzis juz pijesz browar
Musisz zrozumiec ze informacja
To bardzo cenny towar

Bo od niej zwykle sie wszystko zaczyna
Na swiecie wsrod spraw natloku
I zeby ja zdobyc musi niejeden
W smierdzacym lezec rynsztoku

W toalecie lezy pijak
Wszyscy patrza nan ze wstretem
Czy ktos w stanie jest uwierzyc
Ze ten pijak jest agentem???

Cala noc i dzien bez wytchnienia
Swego szefa wypelnia polecenia
Szef chce wiedziec cos o : " CZARNYM JURKU "
Rano wszystko na jego ma byc biurku

" CZARNY JUREK " pogromca serc niewiescich
Szefem preznej jest organizacji
A do uszu centrali doszly wiesci
Ze zabawi w poblizu ubikacji

Zycie ciezkie jest agenta
Popatrz pijak wymiotuje
Nie nikt wtedy nie pomysli
Jakze ciezko on pracuje

Ci ktorzy mysla , ze praca sluzb
Zmienia sie tak jak polityka
Sa idiotami i niech przed oczami
Maja wciaz slowa mego wierszyka

Ot najwyzej co czas jakis
Zmienia " imie i nazwisko "
A dokladnie po staremu
Pozostaje w sluzbach wszystko

A w toalecie pijak w kacie rzezi
Ruchy pijackie lecz glowa pracuje
Na jutro rano raport bedzie gotow
" JUREK " o swoich planach konwersuje

Karlos999

Trawka

 

Dzisiaj palilem trawke i jadlem sniadanie
Nagle patrze na talerz , coz to jest kochanie???
Czy to jest salceson??? nie twoj mozg odpowie
Dlaczego jest na talerzu, a nie w mojej glowie???

Szukasz odpowiedzi??? przeciez palisz trawke
Usiadz teraz wygodnie, wypij mala kawke
Jestes jeszcze glodny , to przekas co nieco
Ja spojrzalem przez okno patrze smoki leca

Jeden usiadl na plocie a drugi na dachu
Pobieglem do lazienki, najadlem sie strachu
A zona sie mnie pyta, co ci jest kochanie???
Czyz abym ci podala niesmaczne sniadanie???

Twoj mozg z talerza zniknal, czys go skonsumowal???
Czys moze go w lazience znow w glowe wmontowal???
Rzucilem w sedes peta, choc jeszcze byl duzy
Nie mi zdecydowanie palenie nie sluzy
Wole po staropolsku wypic wodke chytrze
Nie widze ci ja horrorow nawet i po litrze

Najwyzej cie sen zmorzy gdzies po drodze nagle
Lecz kiedy oczy otworzysz znow zlapiesz wiatr w zagle

Karlos999

Do moderatora

 

Paratroperuku kolego moj wirtualny
Codziennie cie czytam
Lecz ja dla ciebie i ty dla mnie jestes niewidzialny
Twoj profil jest skapy drogi przyjacielu
I nie wiem ja o tobie jeszcze rzeczy wielu
A twoja facjata??? jest mloda czy stara???
Palisz ??? pijesz??? a mozes podobny do...goscia z avatara
Jestes tym ktory dla poezji przerwal tame
Bede zawsze z toba trzymal sztame
Dzieki ci za to zes przegonil ze mnie wiezy tremy
Chyba sie kiedys z tej okazji napijemy
Ten wiersz na twa czesc napisalem
Lecz nie mysl ze jestem........................( tu oczywiscie czytelnicy wpisuja odpowiednie slowo)

Karlos999

Testament Kierowcy

 

Zmarlym rece oplataja rozancem
Obyczaj to prastary i powszechnie znany
Lecz ja moi kochani prosze was o zmiany

Pragne by moi najblizsi zalobnicy
Co predzej sie udali do zlomu skladnicy
I kierownice pierwsza lepsza niechaj wymontuja
I na ostatnia droge niech mi ofiaruja

A gdy z kierownica w dloniach przed sadem sie stanie
Na pewno do mych uszu doleci pytanie
Coz to dzierzycie w dloniach szanowny kolego???
Dlaczegoz to nie macie rozanca swietego???

A swiety Krzysztof wstanie i glosno odpowie
Czekajcie ach czekajcie szanowni sedziowie
To nie zwykly czlowiek, to kierowca, to moj podopieczny
Prosze dajcie gdzies jemu w niebie na zawsze dom wieczny

On na ziemi bedac, wlasnie takim kolem
Zarabial na zycie, pracowal z mozolem
Dusza jego czysta jest wlasnie w tej chwili
Jak na ziemi jezdzil ludzie sie modlili
Nie trzymal w swych dloniach zbyt czesto rozanca
A po pracy zawsze lubil wypic grzanca


A sedziowie odrzekna: " szanowny kierowco "
Pojdz do owczarni Chrystusa
I badz jego owca

I chocbym przechodzil przez ciemna
Doline jaskinie piwnice
Nie zlekne sie bos Ty jest ze mna
A ja mam kierownice!!!!!!

Karlos999

Teściu

 

Hej zieciowie tego swiata
To nie miesci sie dzis w glowie
Zaraz zacznie sie debata
Kim to nasi sa tesciowie???

Sa na swiecie rozne rzeczy
Jest gdzies miasto Stanislawow
A my razem z moim bratem
Mamy tesciow Mieczyslawow

Tesciu moj postawny facet
Szosty krzyzyk mu juz leci
Piekna zone ma Janine
I wychowal dwoje dzieci

Moja zone i jej siostre
Ktora rowniez jest wydana
Za Jerzego z Lipowicy
Para bardzo z nich dobrana

Dzis rozmawiam z nim jak z bratem
Lecz pamietam jego mine
Kiedy w czasach narzeczenstwa
Tesciu trzymal dyscypline

W czasach gdy sie spotykalem
Z jego corka dzis ma zona
Tesciu mine mial rekina
Gdy sie z nia spoznialem z kina

Imieniny Mieczyslawa
W pierwszym dniu kazdego roku
Wielka wtedy jest zabawa
I nie mozesz zrobic kroku

Nie raz i mnie bylo dane
Gosciem na nich byc u tescia
I za kazdym razem wierzcie
Peklo flaszek ze dwadziescia

Tesciu cale swoje zycie
Na lokomotywie siedzial
I nie bylo w swiecie czleka
Co by o niej wiecej wiedzial

Raz mi bylo w zyciu dane
Przepracowac z tesciem zmiane
Wszystko w mojej jest pamieci
Az sie lezka w oku kreci

Tesciu wszystko mi objasnial
Jak po zelaznym jezdzic torze
Jak sie rusza gdzie hamuje
Gdy jest stop na semaforze

Tesciu siedzial przy mnie z boku
A ze Bog mu nie dal syna
To spogladal z duma w oku
Jak w mym reku mknie maszyna

A przemyscy kolejarze
Co to tajwan dobrze wiedza
Tesciu rzecze: hej moj panie!!!
Zaraz bedziesz na tajwanie

Teraz jest juz emerytem
Lecz wspomina stare czasy
Gdy lokomotywa swoja
Mkna przez gory laki lasy

Drogi tesciu Mieczyslawie
Lubisz wypic i zjesc tlusto
Dzieki twojej ciezkiej " pracy "
W moim lozu nie jest pusto

A w przyszlosci kiedy?? nie wiem
Gdy mnie dzieci zrobia tesciem
Czy napisze ktos z humorem
Zem nie jezdzil ja traktorem
Lecz po miastach wielkim szusem
Gnalem swoim autobusem????????

Karlos999

Pamiątki

 

W domu mojej siostry wisi lustro
Jest stare to antyk rzecz cenna
Nie jest kupione lub podarowane
To trofeum zdobycz wojenna


Naszego dziadka
Ktoremu w pierwszej wojnie rozkaz nieboski
Nakazal idz Michale na front wloski

Pod nieustannym ostrzalem Alp i okopow
O mestwie dziadka slyszalem wsrod stosu trupow
I wrocil do domu z wojny osiemnastego roku
Niosac pod pacha lustro krok po kroku

Gdy zyl moj ojciec mowil ze lustro to bardzo miluje
I czasem widzi w nim dziadka Michala jak salutuje


W domu mojej siostry
Przy kominku stoja skrzypce ojca instrument wspanialy
Nie nigdy nie zapomne jak mu w rekach graly
Dzis sa eksponatem dzis umilkly dzwieki
Bo nie ma doswiadczonej dzisiaj dla nich reki

I mowie wciaz synowi by grac na nich sprobowal
I swego dziadka Wladka godnie nasladowal


W domu mojej siostry
Jest miejsc wiele skrytki parapety i puste metraze
Co po nas w nich zostanie duzo czy niewiele??
Nie wiemy dzis lecz czas pokaze

Karlos999

Wizyta

 

Dom taki w kazdym miescie spotkasz
Duza posesja , solidna brama
Pokazni jej strzega panowie
Wiec lepiej miej dobrze w glowie

Czemu sie trzesiesz jak galareta
Czy sie za lekko ubrales???
Jakis zes bladyi mina tez nie ta
Lecz przeciez sam tego chciales

Moge ci przysiac moj mlodszy kolego
Przed toba bylo tu wielu
Ach , tak pamietam mowiles mi przedtem
To pierwsza wizyta w burdelu

Ja sprobuje ci opisac
Co jest w srodku tego domu
Lecz pamietaj zawsze potem
Nie mow nigdy nic nikomu

Jest w tym domu wielka sala
Ktora sala jest bawialna
W kacie siedzi pani Ala
Ktora "kasa" jest "fiskalna"

A z nia lepiej nie zadzieraj
Bo zawola z bramy pana
I szlachetna twoja buzia
Bedzie mocno oklepana

Gdy jej w reke dam banknoty
Wreczy tobie kluczyk zloty
A gdy klucz sie w drzwiach obroci
To dasz upust swojej chuci

Jest w pokoju wielkie loze
Sluzy do snu i do pracy
A w nim goscil juz niejeden
I poeci i zoldacy

A na scianie zegar wisi
Co jak kazdy ma wskazowki
Gdy sie duza raz obroci
Czas ubierac tenisowki

O pieniadze to sie nie martw
Ja dzis za kasjera robie
Ty sie odprez i usmiechnij
Ona dobrze zrobi tobie

Zna na swojej sie robocie
Gestem reki cie zaprasza
Nie boj zaby mlody kocie
A na imie ma Natasza

A gdy w koncu dom opuscisz
Uwierz prosze mi na slowo
To za czesto tam nie wracaj